Pokazywanie postów oznaczonych etykietą deser. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą deser. Pokaż wszystkie posty

piątek, 2 stycznia 2015

Ciasto dyniowe

Na Święta dostałam książkę "Tartine" (Elisabeth M. Prueitt i Chad Robertson). Jak na razie wypróbowałam tylko przepis na ciasto dyniowe, ale wszystkim tak smakuje, że upiekłam je już 3 razy.


Składniki:
1 2/3 szklanki mąki
1 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody
1 2/3 łyżki cynamonu
2 łyżeczki gałki muszkatołowej
1/4 łyżeczki mielonych goździków
225 g purée z dyni (użyłam gotowego z puszki)
1 szklanka oleju
1 1/3 szklanki cukru
3/4 łyżeczki soli
3 jajka

Dodatkowo:
2 łyżki cukru do posypania ciasta

Piekarnik rozgrzać do temperatury 160 stopni C. Podłużną formę wysmarować masłem.
Mąkę, proszek do pieczenia, sodę i przyprawy przesiać przez sito.
Purée, olej, cukier i sól ubić mikserem na średnich obrotach. Stopniowo dodać jajka, a następnie wymieszane suche składniki.
Ciasto przełożyć do formy, posypać cukrem i piec przez 60-70 minut.
Po upieczeniu wyjąć z piecyka i pozostawić ciasto w formie na ok. 20 minut, następnie wyjąć z formy i studzić na kratce.

wtorek, 16 września 2014

Szarlotka (Apple Charlotte)


Apple Charlotte to szarlotka, którą przygotowałam na konkurs kulinarny na najlepszą potrawę z jabłek. Moja szarlotka, poza tym że została ogłoszona najlepszą potrawą, została również nagrodzona w kategoriach: najlepsze użycie jabłek i najlepszy smak. Przepis powstał na podstawie przepisu Julii Child z małymi modyfikacjami. Oryginalnie zamiast biszkoptów używa się białego chleba tostowego, jednak uznałam, że z biszkoptami jest smaczniejsza.



Składniki:
ok.200 g podłużnych biszkoptów
2 kg jabłek
¼ szklanki dżemu morelowego
½ szklanki cukru
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego (użyłam Nielsen-Massey)
2 łyżki ciemnego rumu (użyłam Bacardi)
200g masła

Dodatkowo do dekoracji:
cukier puder, pół jabłka, plasterek cytryny

Jabłka obrać, wykroić gniazda nasienne i pokroić w ćwiartki. Włożyć do garnka, nakryć pokrywką i dusić na małym ogniu przed ok. 15 minut.


Dodać dżem (jeżeli znajdują się w nim skórki owoców, należy wcześniej przetrzeć przez sitko), cukier, ekstrakt waniliowy, rum i 1 ½ łyżki masła. Następnie gotować przez ok. godzinę na małym ogniu, aż jabłka będą miały konsystencję gęstej marmolady, uważając żeby się nie przypaliły.

Pozostałe masło sklarować.

Formę bądź garnek (mój ma wymiary 16x6cm), wysmarować masłem i wyłożyć papierem do pieczenia. Dzięki temu papier będzie się kleił do garnka i wygodniej będzie wykładać go biszkoptami.



Biszkopty skrócić na taką długość jak wysokość formy. Najlepiej przycinać je pod małym kątem i opierać krótszą stroną o garnek, wtedy nie będą się przewracały.

Każdego biszkopta zamoczyć w maśle i układać najpierw dookoła formy, a później na dnie.



Przełożyć jabłka (najlepiej, żeby wystawały nieco ponad formę, trochę się obniżą podczas pieczenia) i nakryć moczonymi w maśle biszkoptami. Można użyć odkrojonych kawałków ponieważ będzie to spód ciasta. Pozostałe masło wylać po bokach formy.



Wstawić do nagrzanego do 190 stopni C piecyka i piec przez 35-40 minut. Dobrze jest podłożyć pod ciasto blachę, w razie by wyciekło trochę soku z jabłek.

Następnie schłodzić przez co najmniej godzinę. Jeżeli ciasto będzie zbyt ciepłe, może stracić swój kształt po wyjęciu z formy. Nakryć talerzem i delikatnie obrócić. Zdjąć formę i papier.


Udekorować cukrem pudrem i kawałkami jabłek skropionymi sokiem z cytryny, aby nie ściemniały. Podawać z bitą śmietaną lodami albo kremem angielskim (crème anglaise).


niedziela, 30 marca 2014

Naleśniki z serem


Dzisiejsze naleśniki zrobiłam specjalnie dla chorego męża, który jest miłośnikiem białego sera w każdej postaci. Użyłam sera domowej roboty, ale można też użyć sera ze sklepu. Naleśniki, które pozostaną (o ile jakieś pozostaną) przechowuję w lodówce, a później lekko podgrzewam na patelni i, jeśli skończy się ser, smaruję dżemem.



 
Składniki na ok. 20 naleśników o średnicy 25cm:
1 szklanka mleka
1/2 szklanki wody
1 szklanka mąki
1 łyżka cukru
1 łyżka cukru waniliowego
3 jajka
70g roztopionego masła

Składniki na nadzienie:
250g sera białego
2 łyżki cukru
1 łyżka cukru waniliowego
2 łyżki śmietany
1 żółtko

Dodatkowo:
Śmietana, brązowy cukier i cynamon

Wszystkie składniki na naleśniki umieścić w blenderze i zmiksować. Odstawić na conajmniej 30 minut, żeby ciasto "odpoczęło" i zgęstniało.
W tym czasie przygotować nadzienie serowe. Ser rozgnieść widelcem i wymieszać z cukrem, cukrem waniliowym, śmietaną, oraz żółtkiem.

Lekko natłuścić patelnię (tylko na początku, później już nie trzeba) i smażyć naleśniki na średnim ogniu.

Po usmażeniu, naleśniki smarować serem i zwijać, albo składać w trójkąty.
Tak przygotowane naleśniki, ułożyć na talerzu, polać śmietaną, oraz posypać cukrem i cynamonem.

sobota, 8 lutego 2014

Fondue Yin Yang

Czekoladowe fondue, Yin Yang, podpatrzyłam w mojej ulubionej restauracji, The Melting Pot. Okazało się, że zrobienie go jest łatwiejsze niż myślałam. Najtrudniejszą częścią przygotowania jest roztapianie czekolady, która może się zważyć, albo przypalić. Z tego powodu, polecam kupienie dodatkowych tabliczek „na wszelki wypadek”, aby Wasz romantyczny wieczór nie przerwała nieplanowana wyprawa do sklepu, tak jak było to w moim przypadku.

Składniki:
1 tabliczka gorzkiej czekolady
1 tabliczka białej czekolady
odrobina masła

Talerzyk smarujemy masłem i wkładamy do zamrażarki. Łamiemy tabliczki na kostki i wkładamy do oddzielnych kubków. Nie polecam miseczek, bo będzie później trudniej przelać czekoladę. Kubki wkładamy do rondelków z wodą i powoli podgrzewamy, cały czas mieszając. Jeżeli woda się zagotuje, należy zestawić z ognia. Odrobinę roztopionej czekolady wylewamy na zimny talerzyk, tak aby powstały 2 duże kropki, jedna jasna, druga ciemna. Talerzyk wkładamy do zamrażarki, żeby kropki zastygły. Następnie wlewamy do miseczki na fondue, jednocześnie białą i ciemną czekoladę. Tak, aby były równo podzielone na środku. Energicznie obracamy miseczkę, żeby powstał symbol Yin Yang. Kropki delikatnie podważamy nożem, białą kładziemy na ciemnej części fondue, a ciemną na białej.


Do fondue można podać np. truskawki, kawałki banana albo ananasa, pianki marshmallow.


niedziela, 26 stycznia 2014

Gorąca czekolada

Dzisiaj coś dla miłośników czekolady; gorąca czekolada idealna na zimowe dni.

Składniki na 2 filiżanki:
1 1/2 szklanki tłustego mleka
40g mlecznej czekolady
40g gorzkiej czekolady
1/2 łyżeczki cynamonu
bita śmietana

Mleko zagotować, a następnie dodać kawałki czekolady i cynamon. Dokładnie mieszać aż cała czekolada się rozpuści. Najłatwiej miesza się trzepaczką, która dokładnie rozbija grudki. Podgrzać, jeżeli napój zdążył wystygnąć, i przelać do filiżanek.


Na koniec udekorować bitą śmietaną i odrobiną cynamonu.

 

niedziela, 19 stycznia 2014

Matcha Latte


Herbatę Matcha poznałam, gdy przypadkiem natknęłam się na przepis na sernik z zieloną herbatą. Od tego czasu uwielbiam ją w różnych postaciach, szczególnie lody o jej smaku. Lodów jeszcze nigdy sama nie robiłam, ale wielokrotnie robiłam pyszne Matcha Latte.

Składniki na 2 filiżanki:
3 łyżeczki herbaty Matcha
1 szklanka mleka
1/2 szklanki wody o temperaturze 80 stopni C

Opcjonalnie:
Miód i bita śmietana

Herbatę dokładnie mieszamy z gorącą wodą. Temperatura wody jest bardzo ważna. Zielone herbaty powinno się zalewać lekko przestudzoną wodą, nigdy wrzątkiem. Jeśli woda będzie za gorąca, to herbata zrobi się gorzka. Dokładna temperatura zależy mocno od typu herbaty, ale to jest temat na oddzielny wpis. Do parzenia matchy woda powinna mieć ok. 80 stopni.


Do każdej z filiżanek nalewamy rozmieszaną herbatę (do ok. 1/3 objętości) i uzupełniamy spienionym mlekiem. Mleko można spienić gorącą parą z maszynki do espresso, albo ręcznego spieniacza. Jeżeli używamy spieniacza mleko musi być podgrzane.
Możemy dodać miód, bitą śmietanę i udekorować posypując po wierzchu odrobiną herbaty.


sobota, 18 stycznia 2014

Faworki

Tłusty czwartek w tym roku wypada dopiero 27 lutego, ale dobrze już wcześniej się do niego przygotować. Zawsze przecież może się zdarzyć, że faworki nie wyjdą nam idealne, albo usmażymy ich za mało. Dlatego dobrze jest usmażyć je kilka razy i koniecznie wszystkie spróbować, żeby dopracować technikę smażenia do perfekcji, a przy okazji najeść się faworków.


Składniki:
3 szklanki mąki pszennej
szczypta soli
¼ łyżeczki proszku do pieczenia
8 żółtek
1/3 szklanki kwaśnej śmietany
2 łyżki wódki

Dodatkowo:
Cukier puder i cukier waniliowy do posypania. Ostatecznie może być cukier wanilinowy.
Olej do smażenia

Wszystkie składniki zagnieść, w razie potrzeby dodać więcej śmietany. Ciasto przykryć ściereczką bądź folią żeby nie wyschło i odstawić na pół godziny, aby zmiękło i łatwiej się wałkowało. Po tym czasie rozwałkować i złożyć na 3, powtórzyć 3 razy za każdym razem obracając ciasto o 90 stopni.


Ponownie odstawić na pół godziny. Następnie rozwałkować cieniutko wałkiem, albo maszynką do makaronu. Należy jak najmniej podsypywać mąką, żeby olej się nie pienił podczas smażenia i nie palił.


Pociąć ciasto na paski o szerokości ok. 1.5 cm. Do cięcia ciasta najwygodniej użyć nożyka do pizzy.


Paski ponacinać w środku i przełożyć jeden koniec faworka przez nacięcie.


Smażyć w dużej ilości bardzo gorącego oleju (ok. 190 stopni C) przez kilka sekund, a następnie obrócić na drugą stronę. Faworki powinny mieć złoty kolor.


Usmażone przekładać na ręczniki papierowe, aby odciekł tłuszcz, a następnie posypać cukrem pudrem wymieszanym z cukrem waniliowym.


wtorek, 7 stycznia 2014

Crêpes Suzette

Po tygodniowym oczekiwaniu, w sobotę dostałam książkę „Mastering the Art of French Cooking” (Julia Child, Louisette Bertholle, Simone Beck). Pierwszy przepis jaki wypróbowałam, to Crêpes Suzette, słodkie naleśniki polane pomarańczowym sosem, które świetnie nadają się na deser.

Składniki na ok. 22 naleśniki o średnicy 15 cm:
3/4 szklanki mleka,
3/4 szklanki wody,
3 żółtka,
1 łyżka cukru,
3 łyżki likieru pomarańczowego,
1 szklanka mąki pszennej,
70g roztopionego masła.

Składniki na sos:
1/2 szklanki cukru,
2 pomarańcze,
225g masła,
2/3 szklanki soku wyciśniętego z pomarańczy,
3 łyżki likieru pomarańczowego.

Dodatkowo, do podpalenia:
Cukier, likier pomarańczowy.

Wszystkie składniki na ciasto naleśnikowe należy umieścić w blenderze w takiej kolejności w jakiej są wymienione. Następnie dokładnie zmiksować.


Ciasto odstawić do lodówki na 2 godziny, w tym czasie powinno zgęstnieć. Po wyjęciu z lodówki można smażyć cieniutkie naleśniki. Przed pierwszym naleśnikiem należy natłuścić patelnię, później już nie jest to konieczne, gdyż w cieście znajduje się masło.


W celu przygotowania sosu, miksujemy w blenderze cukier wraz z cieniutko obraną skórką z pomarańczy (samą pomarańczową częścią). Dodajemy kawałki masła i dalej miksujemy. Następnie powoli dodajemy sok z pomarańczy i likier. Kiedy wszystkie składniki będą dobrze wymieszane, odkładamy do lodówki na 2 godziny, aby smaki się połączyły.




Schłodzoną masę podgrzewamy na patelni, aż zacznie przypominać karmel.


Naleśniki obtaczamy w sosie pojedynczo, następnie składamy w rożek i odkładamy na bok patelni, niech dalej nasiąkają. Powinny być dobrze pokryte sosem, żeby nie wchłonęły likieru i nie przypaliły się od płomienia. W przeciwnym wypadku będzie czuć spaleniznę i będą gorzkie w smaku. Następnie, na patelni, bądź po przełożeniu na talerz, posypujemy naleśniki cukrem, polewamy likierem i ostrożnie podpalamy.


Można podać same, albo z lodami. Jak dla mnie już same naleśniki z sosem były bardzo słodkie, wiec zrezygnowałam z lodów.

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Cukier waniliowy



Niedawno, po przeczytaniu na stronie sklepu wielu pozytywnych opinii, kupiłam cukier waniliowy firmy Nielsen-Massey. Ten drobny zakup zapoczątkował lawinę zdarzeń, które uświadomiły mi, że wszystko co wiedziałam o cukrze waniliowym było całkowitą nieprawdą. Ale po kolei.



Mąż dziś mnie uświadomił, że to co do tej pory nazywałam cukrem waniliowym wcale nim nie jest. Jeśli wczytamy się dokładnie w napisy na torebce, zauważymy w składzie tego specyfiku substancję o niewinnej nazwie etylowanilina. Jeśli wczytamy się jeszcze uważniej, zauważymy dodatkowy drobiazg: cukier nie nazywa się waniliowy. On nazywa się wanilinowy. Jedna malutka literka, a jaka różnica. W ten oto sposób dowiedziałam się że przez całe życie desery posypywałam wybornym wytworem przemysłu chemicznego.



Tyle dygresji, pora wrócić do mojego cudownego zakupu. Cukier zawiera prawdziwą wanilię, co daje się wyczuć po pierwszym spróbowaniu. Różnica w smaku i aromacie jest ogromna. Jeśli zauważycie gdzieś na półce w sklepie cukier z prawdziwą wanilią (dowolnej marki), zachęcam do spróbowania. 





Ja nauczyłam się kolejnej rzeczy: należy uważniej czytać etykietki na produktach. A cukru wanilinowego kupować nie będę.